Witam.
Jako, że jest to sprawa pilna, nie miałem możliwości sprawdzić, czy już jest na forum podobny wątek. Przepraszam, jeśli tak nastąpiła.
Pewien czas temu nawiązałem współpracę z Panem X. Jestem studentem zajmuję się wykonywaniem różnego rodzaju usług, gdzie jako podstawę przyjmuję
umowę o dzieło. Ale Pan X poprosił aby nie było żadnej umowy, wolał wpłacić zaliczkę. Praca się udała i dwie strony były zadowolone.
Problem pojawił się jednak kilka miesięcy później, gdy Pan X poprosił o poprawienie jednej ze swoich stron internetowych znajdującej się wtedy na serwerze nazwa.pl.
Nie została podpisana żadna umowa. Wszystko omówiliśmy na drodze internetowej lub telefonicznej. Ustaliliśmy, że za kwotę 570zł, wykonam dostosowanie strony do Internet Explorer i poprawienie błędów w serwisie. Pieniądze miały wpłynąć przed rozpoczęciem prac. Tak się nie stało, ale uznałem, ze pracowałem z Panem X, więc powinno być ok. Pieniądze wpłynęły już prawie po zakończeniu prac.
I tu zaczyna się powoli wyłaniać problem. Otóż Pan X
zaakceptował wykonane prace, ale poprosił jeszcze o przeniesienie serwisu na inny serwer i poprawienie ewentualnych błędów. Uznaliśmy, że możemy to wykonać dla niego gratis. I tu się okazało, że nadgorliwość czasem nie popłaca. Pan X ponownie
zaakceptował wykonaną część prac. Potem ja wyjechałem na kilkudniowy urlop i po powrocie (mniej więcej 7 dni po
akceptacji strony) Pan X doszedł do wniosku, ze błędy nie są poprawione, sugerując, ze to my (ja i osoba która pomagała mi w pracach) wykonaliśmy to źle. Na nic zdały się przekonywania, ze strona została zaakceptowana w swym ówczesnym wyglądzie.
W chwili obecnej Pan X wnioskuje aby w 48h wykonać poprawki lub zwrócić min. 50% kwoty poniesionych przez niego kosztów. I grozi podjęciem kroków prawnych.
I teraz mam pytania:
* Czy prawdziwe jest twierdzenie, ze jeśli nie ma podpisanej umowy to praktycznie nie mam żadnego obowiązku wykonywać danego zlecenia, a pieniądze zostały przez klienta przelane dobrowolnie na mój rachunek?
* Klient zaakceptował zlecenie, czy może zatem rościć sobie prawo do poprawek?
* Czy klient ma prawo oczekiwać zwrotu kwoty min. 50%, jeśli wchodzi tu w grę usługa wykonana dodatkowo?
* Czy Pan X ma podstawę prawną by zwrócić się z tym do sądu?
* Czy rozmowy na GG mogą być materiałem dowodowym (Z nimi ponoć poszedł do prawnika)
* Co radzicie wybrać - postawę łagodną i zwrócenie tej kwoty, czy czekanie na wezwanie do sądu?
Jeśli są jakieś pytania do zaistniałej sytuacji chętnie odpowiem.
Z góry dziękuję za Wasze dobre porady.