Witam wszystkich!!! Mam wielki problem.Mój chłopak w 2000 roku zaciągnął kredyt w banku i nie kwapił się,żeby go spłacać.Termin spłaty minął po 18 miesiącach, więc gdzieć w 2002roku. Po tym okresie była zupełna cisza, bank o nic się nie dopominał,aż do sierpnia 2007r.W tym dniu dostał "ostateczne wezwanie do zapłaty" - z zaznaczeniem dobrowolnej spłaty. Pismo to otrzymał od banku, z tym że innego - jak wyjaśniają bank zmienił nazwę. W piśmie nie ma wzmianki o żadnej sygnaturze akt (więc hcyba nie było żadnej sprawy). Nalezność główna to ok 3.000,00zł, ale samych odsetek jest już naliczone 7000,00zł. MOJE PYTANIE brzmi, czy w takiej sytuaji możemy liczyć na coś takiego jak przedawnienie i jakie działania ewentualnie musimy podjąć. Obawiamy się, że sprawa może trafić do sądu. Dlatego bardzo proszę o odpowiedź, czy taki kredyt może ulec przedawnieniu i czy bank może od nas jakoś wyegzekwować tą należność?? Sprawdzałam na forum różne opinie, ale są niespójne, jedni piszą o przedawnieniu w po 3 latach inni po 10. Jak jest naprawdę. Baqrdzo proszę o pomoc. Z góry dziękuję!