Ostatnio zgłosiłam się do małej firmy pośredniczącej w uzyskiwaniu kredytów gotówkowych. Po półgodzinnej rozmowie przystałam na warunki, jakie proponowała owa firma. Kredyt miał być udzielony w wysokości 5 tys, płatność rozłożona na 3 lata, oprocentowanie 19,5 i prowizja płatna z góry 2% od wartości kredytu, pieniadze przelane na konto. Po kilku dniach zadzwonił do mnie przedstawiciel firmy z informacją, że kredyt przyznano i mam się zgłosić po odbiór ...czeku. Trochę się wkurzyłam, że płatność jest czekiem (pracuję do godz. 18 w miejscowości oddalonej o 30 km od firmy pośredniczącej w udzielaniu kredytów i nie na rekę jest mi takie jeżdzenie tym bardziej ze musiałam sie stawić do godz. 17). Zwolniłam się z pracy po czek przyjechałam, a tutaj kolejna niespodzianka. Muszę dopłacić kolejne 2 % prowizji bo firma bierze 4% za pośrednictwo. Przedstawiciel firmy trwal wiernie przy swojej wersji, że informował mnie o 4% prowizji , a 2% to mój wymysł. Jeżeli nie zrobię dopłaty to czeku nie otrzymam. Analizując czek i umowę stwierdziłam kolejne pomyłki: oprocentowanie kredytu było 23,5% , a nie 19,5, jak się umawiałam, czek wystawiono na sumęi 3,5 tys, a nie 5 tys. Zdenerwowana stwierdziłam, że nie akceptuję takiej umowy, gdyż odbiega znacznie od naszych wczesniejszych ustaleń. Poprosiłam o zwrot prowizji. Pani stwierdziła, że 100 zł nie odda, a czek mogę zwrócic. Poprosiłam aby podbiła pieczatką firmy dowód wpłaty prowizji (wcześniej przy podpisywaniu umowy nie miała pieczątki i tylko dowód wpłaty- wydany na moją wyraźną prośbę zaparafowała) . Pani odmówiła twierdząc że nic podbijać mi nie bedzie - znowu zapomniala pieczątki, a zresztą nawet gdyby jej nie zapomniala to i tak by nie podbiła, bo się za bardzo awanturuję i "zawsze jestem niezadowolona" po czym dostałam dokładny rys psychlogiczny swojej osoby i całej mojej rodziny bo Pani dokładnie sprawdziła kim jestem i kim byl mój ojciec !!!??? Potem zaczęł mnie straszyć urzędem skarbowym , w którym podobno 5 lat temu pracowała i , że "zabierze się do mnie z innej strony". Byłam w takim szoku, że zagroziłam, że zgłoszę sprawę do prokuratury i gdy wykręciłam nr tel. 112 na policję pani spasowała i napisała nazwę firmy na dowodzie wpłaty i jej adres (pieczątka oczywiście się nie znalazła). Po wyjściu z biura ("awantura" trwała ponad 1,5 godz.) obejrzałam, dokładnie szyldy i oprócz hasła KREDYTY nie doszukałam się ani nazwy firmy pośredniczącej, ani nru tel. (wszystkie numery z jakich do mnie firma wcześniej dzwoniał nie identyfikowały się), ani godzin urzędowania. Zastanawiam się do kogo mogę zwrócić się ze skargą na firmę pośredniczącą w udzielaniu oszukańczych kredytów.
(Anka)